Ameryka Południowa jest moim ulubionym kontynentem do zwiedzania. I ze względu na wspaniałe krajobrazy i różnorodną florę i faunę, i ze względu na ciekawą historię i z uwagi na wspaniałe zabytki indiańskie i kolonialne oraz bogatą kulturę, przejawiającą się w też w rozkwitłym kolorystycznie rękodziele, które sama lubię tworzyć, a więc i poznawać. Odpowiada mi też hiszpański temperament jej mieszkańców.

Hiszpańskie klimaty - patio w naszym hostelu w Leon
Ukwiecone dorożki w Granadzie w Nikaragui
Zwiedziłam już wiele krajów Ameryki Łacińskiej: Chile, Boliwię, Peru, Argentynę, Brazylię, zahaczając o Paragwaj oraz Meksyk. Każdy kraj zachwycał i skłaniał do dumania nad dramaturgią dziejów tych państw i zgłębiania zawiłości natury ludzkiej..
Do niektórych z pozostałych państw tego regionu lepiej się w dzisiejszych czasach nie wybierać. Zostały mi do poznania kraje Ameryki Centralnej, wąskiego skrawka lądu, łączącego oba wielkie amerykańskie kontynenty. W sensie kulturowym przynależne go obszaru Ameryki Południowej. Przeglądając oferty wycieczek trafiłam na zdjęcie - przejście nad tropikalnym lasem po wiszącym moście. To było to, dzika, bujna przyroda i adrenalina. Koniecznie zapragnęłam więc wybrać do Kostaryki.
Asia i ja w lesie deszczowym Mistico Park na Kostaryce
Pod koniec stycznia tego roku (2026) pojawiła się oferta Solistów, z którymi już parokrotnie wyjeżdżałyśmy z córką, na wyprawę do Kostaryki w pakiecie z Nikaraguą, w czasie ferii zimowych, co jest o tyle istotne, że cięgle jeszcze pracuję w szkole. Namówiłam moją Asię do wspólnego wyjazdu. Zmęczona swoją pracą, której ma nawał, zastanawiała się nad tym, aż na 2 tygodnie przed terminem wyjazdu, gdy cena wycieczki spadła, gdyż brakowało do jej realizacji jeszcze 2 osób, zdecydowałyśmy się. Bingo!!! To była wspaniała decyzja. Wyprawa marzeń, tak jak 2 lata wcześniej w przypadku Meksyku.
Pikanterii dodaje fakt, że pojechałyśmy w rejon niebezpieczny pod względem sejsmicznym a obecnie występuje nasilenie takich zjawisk, jak trzęsienia ziemi czy wzmożona aktywność wulkanów. A miałyśmy łazić po wulkanach, zwłaszcza w Nikaragui, co powodował, że ja, panikara, trochę się bałam… W ogóle ryzykuję w tym roku, gdyż co chwila gdzieś trzęsie się ziemia i jest ryzyko tsunami a ja na ten rok wybieram się w 3 zagrożone regiony: Ameryka Centralna w styczniu, Japonia w kwietniu i w czerwcu Włochy w okolicy Wezuwiusza. Ale sobie wybrałam 😊

Wulkan Concepcion na Ometepe w Nikaragui

Chodzenie po obrzeżach kraterów wulkanów jest ekscytujące - czynny wulkan Masaya w Nikaragui
Poza tym termin na zwiedzanie Nikaragui i Kostaryki był najlepszy, gdyż panują tam 2 pory roku – sucha i deszczowa a pogoda w okresie od listopada do kwietnia jest najlepsza. Miesiące te odznaczają się stabilnymi, przyjemnymi temperaturami ze średnimi wartościami od 24°C do 33-35°C i praktycznie zerowymi opadami. Jak się potwierdziło w czasie naszego wyjazdu, od każdej reguły istnieją wyjątki…

Niespokojne Morze Karaibskie

Pływanie po rzece tropikalnej celem wypatrywania zwierzaków odbywało się w deszczu
Obydwa kraje zachwycają tropikalną roślinnością i masą zwierząt, czasem niebezpiecznych. Niektóre miałyśmy okazję zobaczyć, na szczęście bez bliskiego kontaktu. Widoki, zwłaszcza w okolicy wulkanów - spektakularne. Zbytki architektoniczne ciekawe, miasta klimatyczne (chociaż zwiedziliśmy je w zasadzie tylko 2). Nikaraguańczycy bardzo mili i gościnni (Kostarykańczycy dużo bardziej rozpuszczeni przez turystów). Jedzenie, wbrew moim obawom, bo nie lubię ryżu, pyszne (smakowało mi lepiej niż osławione jedzenie meksykańskie). Przewodnicy bardzo kompetentni, mówiący bardzo dobrze po angielsku. No i moc atrakcji i aktywności, zorganizowanych przez biuro Solistów i naszą operatywną liderkę Marię.

Kostarykańska dżungla

Pływaliśmy po rzece w okolicach wyspy Tortuguero, by podglądać przyrodę
Mama z córką nad jeziorem Nikaragua, gdzie też zachwycaliśmy się roślinnością i ptakami
oraz pomalowana Asia w ziołowym ogrodzie indiańskiej wioski Bri Bri

Papugi ara

W Kostaryce najsłynniejszymi zwierzakami są leniwce, ale spotykaliśmy też dużo kotów. W Nikaragui większość psów żyje wolno na ulicach, ale nie są agresywne

Ja na dachu katedry w Leon i katedra w Granadzie
Jazda konna na plaży Oceanu Spokojnego, to było spełnienie marzeń Asi. Ja też się odważyłam po kilkunastu latach znowu wsiąść na konia

Poza zwiedzaniem, treekingami po wulkanach i dżungli, raftingiem po niebieskiej rzece, pływaniem łodziami, surfowaniem, zjeżdżaniem na tyrolkach,
jazdą konną był też czas na odpoczynek - tu Pacyfik

Morze Karaibskie

I zachwycanie się spektakularnymi zachodami słońca.
Jednym słowem – raj na ziemi.

Asia na wyspie Ometepe w Nikaragui

Zachód słońca nad jeziorem Nikaragua

Mapka wyprawy organizowanej przez "Solistów"

Nasza grupa Solistowa w gościnnym domu pana profesora miejscowej uczelni w Leon
Och, gdybyż jeszcze ten raj na ziemi był bliżej nas. Dojazd do niego zajął nam przeszło 35 godzin! Biuro podróży załatwiło nam wylot do Ameryki Centralnej liniami KLM z Krakowa. O 6 rano. Mieszkamy w Warszawie, więc w celu stawienia się na lotnisku na odprawie musiałyśmy wyruszyć pociągiem o 22 wieczorem poprzedniego dnia, mając nadzieję, że uda nam się trochę pospać w czasie jazdy. I tu dopadł nas pierwszy pech. Usterka sterowania spowodowała, że po godz. 24 pociąg stanął gdzieś za Sosnowcem, zgasło światło i wyłączyło się ogrzewanie. Przez godzinę próbowano naprawić usterkę a w wagonach było coraz zimniej, bo na dworze temperatura spadła poniżej -10 stopni. Przez drugą godzinę załatwiano transport zastępczy do Krakowa. My denerwowałyśmy się, czy zdążymy na lotnisko i o spaniu nie było mowy. Wreszcie podstawiony autobus zawiózł nas na lotnisko dosłownie w ostatnim momencie na 2 godziny przed odlotem.
Potem zawiła podróż: 2 godziny lotu do Amsterdamu (udało się nam 1 godzinę pospać), 3 i pół godziny czekania na przesiadkę, 11-godzinny lot do Panamy, w której byłyśmy o 16,30 czasu lokalnego (z różnicą czasów między oboma kontynentami 7 godzin), gdzie udało nam się pospać może w sumie ze dwie godziny, bo lot odbywał się w dzień; znowu czekanie na przesiadkę na lotnisku 5 godzin i godzinny lot do Managui w Nikaragui. A tu jeszcze nie koniec, bo po odprawie i zabraniu bagaży czekał nas jeszcze przeszło półgodzinny transfer do hotelu. Gdy dojechaliśmy tam koło godziny 24 -tej, mijała 34 godzina naszej podróży, w czasie której udało nam się pospać może 4 godziny.
W trakcie poznawania Nikaragui potwierdziło się oczywiście również, że tropikalny raj ma swoje mankamenty i ciemne strony.
Nikaragua - Granada
Wulkany w rejonie Granady
Jezioro Nikaragua
Leon - dawna stolica Nakaragui
Wyspa Ometepe z dwoma wulkanami
Popoyo - odpoczynek nad Pacyfikiem
Kostaryka - La Fortuna
Kostaryka - Tortuguero
Kostaryka - wybrzeże Morza Karaibskiego
Park Narodowy Cahuita i Jaguar Center
Powrót do strony głównej o podróżach