Przez pryzmat lat

baner górny

Kronika domu szczęśliwych kotów

Rok 2025

Wizyty u lekarzy i trudny dylemat

W styczniu było całkiem dobrze. Kotka jadła ładnie. Przyszedł termin wizyty u lekarzy.

Na godzinę przed wizytą u kardiologa miałam podać kotce środek uspakajający. Ale oczywiście kot, jakby wiedział co mu grozi, usadowił się na szafie. Budzę ją i wołam na jedzonko – Tekila patrzy na mnie zaskoczona, czemu jej przerywam sjestę i ani myśli zejść. Włażę więc na krzesło z miseczką z mięsem w jednej ręce i strzykawką ze środkiem w drugiej. Mięso owszem zjadła, ale była na tyle głęboko, że nie udało mi się trafić jej strzykawką do pyszczka za pierwszym razem. No więc drugie podejście – uff, udało się.

Po pół godzinie a na 15 minut przed wyruszeniem do lekarza dotarło do mnie, że muszę kota zdjąć z tej szafy sama, bo przecież ona w dalszym ciągu nie ma ochoty złazić a poza tym, czy udałoby się to jej bezproblemowo? – może już środek działa i kot spadnie przy tym schodzeniu (Tekila wspina się na szafę i schodzi z niej po półkach, jak po szczeblach drabiny).

Na szczęście przyszła już Olga, która miała nas znowu zawieźć do lecznicy i razem nam się udało zdjąć kota bezpiecznie z szafy.

U lekarza kotka już była na tyle oszołomiona, że bez problemów pani doktor zrobiła echo serca i wyniki było dobre - kotka ma zdrowe serduszko.

Pan doktor chirurg obejrzał pyszczek kota, stwierdził, że leki pomogły na tyle, że zapalenie jest dużo mniejsze i narośla na dziąsłach też zmniejszyły się mocno (może była w nich ropa?) i stwierdził, że trzeba usunąć kamień i parę zębów, ale najpierw należałoby zrobić rentgena, czy to w ogóle jest możliwe. A potem mówi:
„- Pani kotka ma wszystkie badania dobre, rewelacyjne, jak na taki wiek - 18 lat. I serce też pozwala na pełne znieczulenie do zabiegu, więc możemy to zrobić, ale musi mieć pani świadomość, że to kot stary. W świetnej formie, ale stary i nigdy nie wiadomo, jak takie wiekowe koty zareagują na narkozę. Może się nie wybudzić.”
„- To co ja mam zrobić?”
„- To pani decyzja i ryzyko”
„- Ale ona teraz już dobrze je i widać, że nic jej nie boli. Czy te zęby są jakieś uszkodzone, poza kamieniem?”
„- Nie, te do przeżuwania są starte, ale kamień może powodować nawracające stany zapalne”
„A nie ma jakiejś alternatywy do tego zabiegu? Nie może pan wyczyścić jej tych zębów teraz, gdy jest oszołomiona?”
„Nie, to poważny i długi zabieg i przy jego rozpoczęciu nie wiadomo, ile potrwa, więc musi być pod narkozą. Ale może pani spróbować czegoś innego, jeśli ona nie ma już teraz problemów z jedzeniem”

I przyniósł jakąś maść w tubce. A potem pokazał, jak ją stosować na kocie. Trzeba kota złapać jedna ręką za szyję od tyłu i jednocześnie kciukiem odciągnąć wargi, a wtedy palcem drugiej ręki nasmarować chore dziąsło.

Przy tym wzorowym pokazie Tekila zasyczała, sygnalizując, że mimo oszołomienia na pewno nie dałaby sobie grzebać w buzi. I tyle na temat zabiegu stomatologicznego bez narkozy…

„- No to spróbuję, a jak długo można tę maść stosować?”
„ – Cały czas, to nie jest lek ani steryd, tylko zioła, które dezynfekują i chronią miejsce chore.”

Jak bowiem mam narazić zdrowego, poza dziąsłami, kota na takie ostateczne rozwiązanie?

Wróciłyśmy do domu i Tekila sama wyszła z kontenera, ale jeszcze przez kilka godzin nóżki jej się ślizgały i plątały. Wyraźnie była ty zdezorientowana.

Tekila na poduszce   Tekila odreagowuje
Już po wizycie u weterynarza - można odreagować

Następnego dnia próbowałam jej posmarować dziąsła. Cóż, okazało się, że nie mam tak dużej ręki jak pan doktor, aby kota jednocześnie przytrzymać i odciągać wargę. Poza tym kotka już była w swej normalnej formie i ani chciała siedzieć mi na kolanach i pozwolić na otworzenie pyszczka. Trzech rąk też nie mam, a by się przydały. I taki worek, do którego można by kota wsadzić by nie uciekał i nie drapał…

Zawołałam więc Olgę. Ona kota trzymała na kolanach i głaskała a ja próbowałam trafić na chore miejsce. Udało mi się to połowicznie.

Następnego więc dnia uznałam, że spróbuję kota zawinąć w kocyk i tak unieruchomić. Udało mi się posmarować kotu mordkę w środku, ale nie w tym miejscu co trzeba. Pocieszało mnie to, że kotka sama potem rozsmarowała sobie maść w buzi, próbując się pozbyć tego świństwa – taki przynajmniej miała wyraz pyska.

No i tak było przez tydzień. Po tygodniu się poddałam. Za to kupiłam kotu jego ulubione suche jedzenie Royal Canin i Tekila odtąd pałaszuje je bez przeszkód a nawet z wielką chęcią. Jest więc nadzieja, że sama sobie ściera kamień z zębów tymi chrupkami, zwłaszcza, że daję jej je po jedzeniu surowego mięsa. W celach także higienicznych. Na razie to działa i nie widać, by kotkę coś bolało. Wyniki badań mają być aktualne przez kilka tygodni, więc jeszcze mogę zdecydować się na zbieg. Jakby co…

Nawracająca choroba

No niestety, dobrze było przez około dwa miesiące. Później stan zapalny powrócił i Tekila znowu nie chciała jeść. Po dwóch tygodniach starań, aby kot zjadł cośkolwiek (najlepsze były oczywiście pokrojone na malutkie kawałki polędwiczki wieprzowe, które mogła połykać w całości), bo paszteciki już jej nie pasowały – widocznie język szorował jej po bolesnych dziąsłach, zawiozłam ją znów do lekarza. Przepisano jej środek przeciwzapalny, o którym dostałam ostrzeżenie, by nie podawać go dłużej niż tydzień, bo może uszkodzić nerki. I znowu sugestia zrobienia zabiegu resekcji jamy ustnej i usunięcia kamienia. Ale jak tu poddawać agresywnej operacji kota, który poza tym jest całkiem zdrowy, a zabiegu może nie przeżyć? Z drugiej strony ja długo można karmić kota środkami przeciwzapalnymi?

Tekila chce wyjść   Tekila i 2 koty   Tekila i koty
Tekilka ma problemy z dziąsłami

Pożegnanie z Bandżem

Na wiosnę sąsiedzi poinformowali mnie o śmierci Bandża. Jeszcze parę razy w tym roku przychodził do mnie i nie wyglądał na kota, który by cierpiał. Ale gdy nie było go przez 3 tygodnie, podejrzewałam, że mogło stać się najgorsze. I rzeczywiście, jego właściciele, którzy bardzo go kochali, powiedzieli mi, że kotek był coraz słabszy – możliwe, że nastąpiła wznowa nowotworu, aż któregoś dnia nie wyszedł już na spacer, tylko położył się na swoim posłaniu i po dwóch dniach spokojnie zasnął. Na zawsze.

Bandżo na balustradzie   Bandżo
Bandżo w lecie 2024 r.

Było mi strasznie przykro, gdyż bardzo go lubiłam. Był przecież wnukiem naszego kochanego Łobuzka a synem Amaretta, synka Tekili. A poza tym był wzorem łagodnego kota, który nikogo nie atakował (poza pierwszymi scysjami ze swym ojcem, gdy osiągnął wiek młodzieńczy i walczyli przez krótki czas o pierwszeństwo w naszej osiedlowej kociej rodzinie).

Łobuz    Amaretto    Bandżo
Dziadek Łobuz, syn Amaretto i wnuk Bandżo

Bandżo, kot przecudnej urody, odziedziczył po swoim dziadku piękne, mięciutkie futro o rzadkim kolorze, przechodzącym od czarnego, przez popielaty do siwego przy skórze, czasem przybierający odcień brązowawy a po mamie rasy Main Coin intrygujące skośne oczy. Znany był na osiedlu ze swego stoickiego spokoju. Pokaźny wzrost, powiększony optycznie przez długie futro powodował, że nawet psy omijały go z daleka.

Bandzo duży
Bandżo był dużym kotem... (2013 r.)

Bandzo piękny
o pięknym futrze...(2014 r.)

Bandzo rozkoszny
bardzo oryginalnym...(2014 r.)

Bandżo 2011

Do mnie wpadał przez kilkanaście lat swojego życia, jak do swego drugiego domu. Kotki omijały go z daleka, a on je zupełnie ignorował. Za to w kontaktach ze znanymi sobie ludźmi był przyjazny. U mnie zawsze dostawał jakiś poczęstunek, ale zwykle mu było za mało, mimo że u swoich państwa miał przecież odpowiednie jedzenie. Ale gdy tylko zostawiłam otwartą puszkę na szafce, Bandżo od razu to wyczuwał, wskakiwał na taboret, stamdąd na stół kuchenny i jak najszybciej na szafkę, bo wiedział, że tego mu nie wolno. Dalej radził sobie bardzo inteligentnie - zwalał puszkę na podłogę, zeskakiwał i już w spokoju dobierał się do niej. Najpierw języczkiem, a gdy to już nie wystarczało, wkładał do puszki łapkę i ją wylizywał.
Na zawsze też zapamiętam jego ekstazę, którą przeżywał liżąc szopkę bożonarodzeniową pod naszą choinką.

Bandzo
Bandżo w moim domu często przebywał (2022 r.)

Bandzo  na dywaniku

Bandzo rozkoszny
Bandżo rozkoszny

Bandzo w kuchni   po jedzeniu
Bandżo był łasuchem (2022 r.)

Bandżo w szpoce
Bandżo w szopce (2023 r.)

Bandżo z szopką

Będzie mi go brakowało…

Brzemienna w skutki decyzja

Dobry stan buzi Tekili znowu trwał tylko kilka tygodni.
Stanęłam przed koniecznością wyboru, czy dalej karmić ja antybiotykami co kilka tygodni – miesięcy, czy jednak poddać ją problematycznemu zabiegowi. Moja koteczka znowu źle jadła i chudła. Wiosna była w pełni i kotka wychodziła na dwór, ale podejrzewałam, że głównie śpi, tak jak robiła to w domu zimą.

Tekila chudnie   Tekila śpi
Tekilka chudnie i głównie przesypia dni

Tekila w ogródku
Ale wiosną towarzyszyła mi w ogródku

Tekila haftuje

Tekila ze mną

Kolejny antybiotyk, który podali jej lekarze zmusił mnie do zmiany decyzji. W końcu wysiądą jej nerki czy serduszko a powtarzający się cykl chorobowy nie prognozował wyjścia z impasu. W maju umówiłam się znowu na wizytę u chirurga. Posłuchał kociego serduszka i powiedział, że według niego wszystko jest w porządku. Zdecydowałam się więc na zabieg, mając wybór między męczeniem siebie i kota, który nie chciał jeść i odczuwał dyskomfort bez szans na całkowitą poprawę sytuacji a inwazyjnym, niebezpiecznym zabiegiem o niewiadomych skutkach, ale z opcją wyleczenia go.

Dziś wiem, że gdybym zdecydowała się na to wcześniej, Tekila może by do tej pory żyła.

Zawiozłam moją koteczkę do kliniki na poczatku czerwca, wiedząc, że może to być nasz ostatni wspólny czas. Zastanawiam się teraz, co daje ludziom prawo do decydowania za zwierzęta o ich leczeniu i trudach operacji. Ja jechałam z kotką, która być może wolałaby dożyć swoich dni w spokoju…

Głaskałam ją przed podaniem narkozy i przepraszałam za to, na co ją narażam.

Zabieg trwał długo, gdyż usunięto kotce 7 zębów trzonowych, które były starte i siedząc w dziąsłach powodowały stan zapalny. Siekacze zostały oczyszczone z kamienia. Zabieg się udał i kotka prawidłowo się obudziła. Byłam pełna niepokoju, ale odetchnęłam po jej wybudzeniu. Kotce podano kolejny antybiotyk przed zabiegiem i po nim. Pozostała na obserwacji z kroplówką i lekiem przeciwbólowym na kilka godzin w klinice.

Tekila po narkozie
Biedna Tekilka po narkozie

Wydawało się, że już wszystko będzie dobrze.

Prosiłam o wykonanie rentgena, gdy będzie uśpiona, gdyż chciałam dowiedzieć się, dlaczego Tekila nie pozwala się głaskać poniżej karku.
I dowiedziałam się. Moja koteczka miała zadawnione złamania dwóch żeber, z uszkodzeniem kręgów i pękniętą przeponę, przez którą część jelit przeszła do klatki piersiowej, uciskając serduszko! Kotka, która wcześniej nie odwiedzała lekarzy, gdyż była okazem zdrowia i całkowicie sprawnym zwierzakiem mimo swoich 17 lat! Chirurg powiedział, że to nie nadaje się na operację, gdyż byłaby ona drastycznie niebezpieczna dla staruszki. Zresztą po co operacja, gdy kot żył w tym stanie… ile?

Sprawdziłam na moim blogu. Siedem lat temu przydarzył się Tekili jakiś wypadek. Znalazłam ją na ulicy niedaleko domu, gdy leżała i przyniosłam do domu. Tekila nie mogła się podnieść i tylna część jej ciała leżała skrzywiona na podłodze. Zadzwoniłam więc do sąsiadki, by zawiozła kotkę do weterynarza, bo ona ma samochód a ja nie (zresztą to przecież wspólny kot…). Po powrocie Olga opowiadała, że kot u weterynarza ożył i uciekł pod stół nie dając się zbadać, więc dano mu tylko zastrzyk przeciwbólowy. A po dwóch dniach Tekila już normalnie funkcjonowała, więc myślałyśmy, że wszystko jest w porządku…
No to się dowiedziałam.

Wróciłam z Tekilą do domu. Była jeszcze ciągle oszołomiona i na pewno obolała. Zaszyła się pod moim łóżkiem na materacu, więc dałam jej spokój. Mówiłam jej tylko łagodnym głosem, dlaczego jej to zrobiłam. Tekila patrzyła na mnie i nic nie mówiła – może to i dobrze. I tak miałam wyrzuty sumienia…

Tekila przeleżała pod moim łóżkiem 3 dni. Podtykałam jej wodę, której nie chciała pić i płynne jedzenie – żółtko lub śmietankę – to od drugiego dnia wylizała spodeczek. Trzeciego dnia zjadła trochę posiekanej polędwicy, ale niewiele. Wtedy wymyśliłam, by jej podać sardynki w oleju i rzeczywiście obwąchała je i trochę zjadła. Pasztecik koci – nie, wspaniale pachnącą wędzoną makrelę – nie. Trzeciego dnia wyciągnęłam ją spod łóżka, by pojechać na kontrolę. Wszystko dobrze się goi, stanu zapalnego nie widać. Kotka dostała znowu antybiotyk i zastrzyk przeciwbólowy.

W domu nie wróciła już pod łóżko, tylko poszła na tapczan do drugiego pokoju i mogłam ją pogłaskać. A wieczorem wskoczyła na moją pościel i położyła na mnie. Mruczała!! Tak jakby chciała pokazać, że wszystko jest dobrze – nie martw się Aniu.

Następnego dnia zrobiła obchód domu i poprosiła o wyjście na dwór. Wskoczyła na murek i posiedziała tam kilka godzin. Byłam szczęśliwa, gdy ją stamtąd zabierałam, by ostatni raz pojechać do lekarza – po ostatni antybiotyk.

Tekila na murku
Tekila wyglądała już na zdrową... Nawet wyszła na swój ulubiony murek, z którego obserwowała ulicę

Po co człowiek tak ufa lekarzom? Lepiej był ją zostawić w spokoju. Może by żyła.
Bo ten antybiotyk był rzeczywiście ostatni. Następnego dnia kotka znowu była osowiała, nie chciała jeść. A gdy wieczorem próbowałam jej wtoczyć strzykawką trochę paszteciku do buzi, owszem przełknęła go, ale bardzo ją to zmęczyło. Leżała na fotelu i ciężko oddychała, wydychając powietrze tak, jak robią to astmatycy. W nocy spała przy mnie niby spokojnie, ale rano nie podnosiła główki.

Biegiem znowu do kliniki. Ale ja już wiedziałam, że to będzie koniec – ten ostatni antybiotyk pewnie był kroplą dobijającą organizm kotki. Wysiadły nerki lub serce, w ciągu jednej doby kot, który już wychodził na spacer i skakał po meblach zmienił się w bezwładnego.

Lekarka popatrzyła na zwiotczałą koteczkę i stwierdziła to samo. Jeszcze poprosiłam o zrobienie USG, które wykazało, że jest woda w jamie płucnej, która naciska na serduszko i tak już ściśnięte przez przeponę.

- Tu nie ma co ratować. Kot się tylko męczy. Trzeba podjąć decyzję o uśpieniu.
- Nic już nie można zrobić? Kotka przeżyła taką ciężką operację i przedwczoraj była w dobrym stanie
- Ale jej serce nie daje już rady pracować. Wysiadły jej funkcje życiowe. Kotom dializ się nie robi. Niech się pani decyduje, po co mu przedłużać cierpienie.

Tekila rzeczywiście leciała mi przez ręce i musiałam podtrzymywać jej główkę. Poprosiłam o nożyczki, by uciąć jej kępkę futerka. Wygłaskałam ją, pocałowałam ostatni raz. Olga, która nas przywiozła, też się z nią pożegnała. I za chwilę już koteczka nie żyła.

Po raz ostatni

Po raz ostatni głaskałam ją po futerku, gdy kładłam ją do pudełka, by pochować między Redsiną i mamą Metaksą. Po raz ostatni widziałam ją, jak spała. Po raz ostatni mówiłam do niej. Przecież koty ze mną rozmawiają.

Tekila w swojej trumience
Po raz ostatni... (9.06.2025 r.)

Po raz ostatni sprzątałam po niej – miski z niedojedzonym pasztetem i wędzoną rybą, leki nie zużyte do końca, kocyki, na których spała i materac, na którym leżała po tym nieszczęsnym zabiegu, który gdyby odbył się wcześniej, gdy kotka nie była jeszcze tak nafaszerowana antybiotykami, może zakończyłby się inaczej. A może zakończyłby się tak samo i przedłużyłam życie kotu o kilka miesięcy?

Po raz ostatni patrzyłam na murek, na którym ostatnimi czasy przebywała, obserwując ulicę, bezpiecznie skryta pod liśćmi. Przypomniałam sobie, jak ona patrzyła na mnie z bezpiecznej wysokości szafy w mojej sypialni, gdy pochowałam jej matkę Metaksę. Zdecydowała się na zejście z niej i wskoczenie na moje łóżko dopiero po kilku dniach (poprzednio sypiała z Asią, gdyż moje łóżko było okupowane przez Redsinę i Metaksę)

Patrzyłam na Kaluę, która łaziła po moim domu zdezorientowana, że nigdzie nie ma jej matki, z którą spędziła całe swoje życie. Tekila nie była w stosunku do niej wylewna, ale łaziły po całym terenie bez przerwy natykając się na siebie – każda swoimi drogami, które jednak były drogami wspólnymi, przez 16 lat.

Już nigdy

Już nigdy nie przywitam jej, otwierając drzwi tarasowe, gdy wpadała do domu ze swoim niezastąpionym „Kłe, kłe”. Już nigdy nie wskoczy mi na kołdrę, żeby pomruczeć i potem władować się pod nią, tak, by człowiek nie mógł zasnąć, obawiając się, że kot się tam zadusi. Już nigdy nie będzie mi towarzyszyła na ogródku, gdy tworzę strony internetowe.
Już nigdy nie będzie na mnie prychała, gdy nieopatrznie dotknę jej poniżej karku – swoją drogą, musiało ja to boleć przez 7 lat, a ja nic o tym nie wiedziałam!

Już nigdy nie będzie spała z Asią w jej nogach, tak, by budzić się, gdy tylko córka się poruszy i przesunąwszy się do jej twarzy domagać się głaskania.
Już nigdy nie wskoczy na łóżko, by zająć dokładnie środkową pozycję, gdy nocowały na nim moje dwie wnuczki, co wspominają teraz z żalem.
Tekila była kotem najbardziej zabawowym - żywa i energiczna zabawiała moje wnuki od ich najwcześniejszych lat. Ela ma teraz 15 lat i przez 14 lat spotykała Tekilę u mnie w domu.

Już nigdy nie będę się martwiła o nią, gdy pojadę na wakacje, zostawiając ją pod opieką drugiej pani, Olgi. Już nie będę musiała jej wołać, gdy długo nie będzie wracała do domu i szukać po chaszczach. Już nie będę łamała sobie głowy, wymyślając co dać jej do jedzenia, gdy bolał ją pyszczek.

Już nikt nie będzie na mnie czekał przed domem, siedząc na balustradzie, gdy wracam po nocy do domu. Nie wiem, jak ona to robiła, ale poznawała mnie na kilka domów wcześniej, miaucząc i zeskakując na schodki, by się przywitać. Już nie będę miała z kim rozmawiać…

Tekila na murku     Tekila na balustradzie
Tekila czekajaca na mnie na murku i na balustradzie

Tekila z Asią
Wróciłyśmy z wojaży i Tekilka się znalazła

Tekila na kolanach   Tekila z Asią i Redsiną
Tekilka na moich kolanach oraz z Asią i Redsiną na łóżku

Tekila z małą Elą   Tekila z piłeczkami
Tekila zabawia małą Elę (2011 r., 2012 r.)

Tekila z dziećmi   Tekila z Elą i Zosią
Tekila z moimi wnuczkami (2019 r., 2022 r.)

śliczna Tekila   na huśtawce
Śliczna Tekila... (w wieku lat 6 - 2013 r. i w wieku lat 18 - V 2025 r.)

Tekila sześcioletnia     Tekila

Teraz

Teraz wraz ze śmiercią Tekili została już tylko Kalua, ostatnia z rodu, która teraz mnie odwiedza bardzo rzadko – czasem nie widuję jej przez kilka tygodni. Mieszka u swojej pani, u której jest już ostatnim zwierzakiem. A ja czuję jakby Dom Szczęśliwych Kotów zakończył swoją historię. Hodowałam koty przez 21 lat. To prawie 1/3 mojego życia.

Prawie 1/3 życia. Organizacja domu, życie rodzinne i wakacyjne wyjazdy, podporządkowane ukochanym zwierzakom. Teraz mogę wyjeżdżać, kiedy tylko chcę, nie martwiąc się o nikogo. I mam wielki Dom do tej pory Szczęśliwych Kotów, który teraz jest pusty. Posprzątany, pusty i milczący…

Tekila w stroju
Gdzie teraz przebywasz kochana Tekilko?




do góry

Zapraszam na moją stronę o podróżach


mail